Czas na podsumowanie tygodnia numer 4 – nawet się nie zorientowałem, kiedy ten czas minął, a to już 4 tygodnie z 24 za nami :). Jak pisałem wcześniej w tym tygodniu, poniedziałkowy bieg był prosty, łatwy i przyjemny, a po nim z niecierpliwością czekałem na środę. Gdybym tylko wiedział na co się porywam:)… Teraz już wiem, ale o tym za chwilę.

Zastanawiam się jak to możliwe, że Endomondo zaplanowało mi dwa długie biegi w ciągu jednego tygodnia – środa 12 km i niedziela 11 km. Z drugiej strony, taki dynamiczny plan treningowy dodaje element zaskoczenia i niespodzianki każdego tygodnia, a to mi akurat odpowiada.

W środę rano wyruszyłem na trasę o 6:30, wiec krótko przed wschodem słońca ;). Oczywiście, że wstać z łóżka było ciężko, oczywiście, że wolałbym pospać dłużej, ale jak zwykle, zrobiłem to szybko i bez zastanawiania się, zanim pojawiły się wątpliwości lub wahanie :). Generalnie po wyjściu z domu nie ma już odwrotu, przecież nie wrócę już spać. Na początku na zewnątrz było jeszcze ciemno i jak dla mnie atmosfera była doskonała, wyglądało to tak:

20150408_042830101_iOS

Biegłem spokojnie w tempie około 6:00 -6:10 km/ min., wiec jakoś specjalnie się nie przemęczając, średnie tętno poniżej 150/min też potwierdza, że to nie był duży wysiłek. Mimo wszytko dystans 12 km to dla mnie sporo, owszem zdarzało mi się biec powyżej 10 km, ale bardzo sporadycznie i było to dawno temu, tak wiec ostatnie 2 km były małym, ale jednak, wyzwaniem. Aż się boję myśleć, co będzie przy wybieganiach na 15 czy 20 km, a takie też są przede mną.

Jednak najtrudniejszą częścią tego dnia były kolejne godziny – w pracy. Szczerze mówiąc, byłem naprawdę zmęczony, szczególnie przez kilka pierwszych godzin czułem poranne kilometry w nogach :). Na samym początku jeszcze czułem endorfiny buzujące w organizmie i poczucie dobrze rozpoczętego dnia, ale z upływem czasu ogólne zmęczenie narastało. W okolicach godziny 18:00 (tak – jeszcze byłem wtedy w pracy) miałem wątpliwości czy uda mi się wrócić do domu – dopadło mnie ogólne zmęczenie organizmu – poranny długi bieg plus cały dzień w pracy, zrobiły swoje.

Podsumowując, bieganie rano jest super, ale długie dystanse przed całym dniem w biurze, już niekoniecznie. Jeśli będę miał taką możliwość to wybiorę wolne, długie bieganie w weekend, kiedy łatwiej mi decydować o sposobie spędzania reszty dnia i kiedy nie muszę siedzieć w biurze przez wiele godzin.

Po środowym wyczynie (tak 12 km rano przed pracą uważam za wyczyn:)), niedzielny bieg na 11 km był czystą przyjemnością. Szczególnie, że miałem przyjemność ten weekend spędzić w moim rodzinnym mieście, gdzie są naprawdę idealna miejsca na długie biegi.

niedziela

 

W przyszłym tygodniu czekają mnie pierwsze treningi interwałowe, postaram się opowiedzieć o co w tym chodzi i w jakim celu je stosować. Tymczasem podsumowanie tygodnia numer 4:

Tydzień 4 – dystans 27.08 km; czas treningu: 2g:45m:18 s

Nareszcie widać postęp!

Projekt Maraton – Tydzień 4-2 was last modified: April 24th, 2015 by Andrzej

Udostępnij

1 comment on “Projekt Maraton – Tydzień 4-2”

Leave A Reply

Your email address will not be published.