Od momentu, kiedy zamówiłem rower czasowy byłem praktycznie pewien, że chce aby ktoś profesjonalnie mi ten rower ustawił. Może nie od razu, ale na pewno wiedziałem, że pomoc się przyda. Kiedy rower już do mnie dotarł, po długich sześciu miesiącach oczekiwania, wybrałem się na pierwszą jazdę. Siodełko ustawiłem sobie na wyczucie:), kierownicy nie zmieniłem bo wyglądała zbyt skomplikowanie i ruszyłem testować w terenie. Pierwsze wrażenie – jest bardzo niestabilnie i wąsko na kierownicy, ciężko mi zapanować nad rowerem wszystko się buja i ogólnie rower cały czas daje mi do zrozumienia, że nie jestem dla niego partnerem do jazdy :). Chociaż przyznaje jest zdecydowanie szybciej niż na zwykłej szosie. Po 1,5 godzinnej jeździe próbnej ból pleców i ramion odczuwałem przez kolejne 3 dni.

Wcześniej bike fitting wydawał mi się dobrym pomysłem, teraz już wiedziałem, że jest niezbędny. Po zasięgnięciu opinii u znajomych i trenera wybrałem Veloart w Warszawie. Nie zamierzam tutaj reklamować usług Veloart’u, ale bardziej podzielić się moimi wrażeniami z procesu fittingu, który odbyłem akurat u nich, być może w innych miejscach jest podobnie, może lepiej, a może gorzej 🙂 .

Sala fittingowa Veloart’u wygląda bardzo profesjonalnie:

Do tego od razu widać, że będę miał do czynienia z fizjoterapeutą i doświadczonym kolarzem w jednym 🙂 (leżanka od razu rozwiewa wątpliwości)

Pierwsze 30 minut sesji spędziłem odpowiadając Mateuszowi na różne pytania odnośnie mojego poziomu jazdy, doświadczenia, celów na obecny sezon, historii kontuzji itd. Nie mogłem się doczekać, aby wskoczyć na rower i rozpocząć dopasowywanie, a jak się potem okazało to był dopiero początek. Następnie Mateusz rozpoczął pomiar mojego ciała oraz wykonaliśmy sesję ćwiczeń aby określić moje zdolności motoryczne. Okazało się, że nie jest tak źle, ale mam parę elementów do poprawienia – tutaj miła niespodzianka dostałem konkretne instrukcje i ćwiczenia do wykonywania regularnie w domu, aby poprawić niedoskonałości.

Już miałem nadzieję, że to koniec teorii i wchodzimy na rower, ale nic z tego. Czas na ustawianie bloków w butach.

Jak się dowiedziałem nie wystarczy bloków przykręcić do butów tak, aby śrubki pasowały w otwory. Źle ustawione bloki mogą nie tylko powodować ból stóp lub kolan, ale także niekorzystnie wpływają na ekonomikę pedałowania. Nie będę się tutaj rozpisywał jak powinno się ustawiać bloki, bo się na tym nie znam, ale jeżeli ktoś ma wątpliwości polecam skonsultować to ze specjalistą. Raz wystarczy i mamy wzór do ustawiania na przyszłość.

Nareszcie po 1,5 godzinnym przygotowaniu czas na pracę z rowerem. Rower wpięliśmy do trenażera i rozpoczęliśmy ustawianie pozycji.

Na początek używając kamery i punktów naklejonych na moim stroju i nogach Mateusz zmierzył moją obecną pozycje na rowerze, która tak naprawdę była pozycją praktycznie z pudełka bez żadnych modyfikacji roweru. Teraz miałem podzielić się swoimim odczuciami i zwrócić uwagę na te elementy, które mi nie pasują, czyli ból w kroczu oraz ból pleców. Na szczęście Canyon daje dosyć duże możliwości regulacji zarówno siodełka, jak i na kierownicy oraz ustawienia padów. Po kilku próbach i użyciu podkładek pod kierownicę (były dołączone do roweru 🙂 ) udało się znaleźć dobry kompromis pomiędzy wygodą, a pozycją aerodynamiczną. Tutaj musi być pewien kompromis – co z tego, że pozycja będzie super niska i bardzo aero skoro nie wytrzymam w niej ponad godzinę. Po 30 minutach i wielu modyfikacjach udało nam się znaleźć dobre ustawienie, gdzie leżałem dosyć nisko na kierownicy, byłem przeniesiony na przód siodełka i wiedziałem, że nie tylko bez problemu wysiedzę tak 2 – 3 godziny, ale także będę generował dobry nacisk na pedały.

Kolejny punkt to siodełko – tutaj już nie było tak łatwo, mimo wielu kombinacji firmowe siodełko dołączone do roweru (Fizik Ardea) nie zapewniło mi komfortu tam gdzie go najbardziej potrzebowałem ;). Przetestowaliśmy alternatywną opcję – Adamo ISM PN 1.1 i to okazało się strzałem w dziesiątkę – było perfekcyjnie, żadnego ucisku, żadnego bólu.

Efekt końcowy przerósł moje oczekiwania – nie wiedziałem, że na rowerze czasowym mogę mieć tak niską pozycję i jednocześnie będzie mi tak wygodnie. Oczywiście kolejnego dnia pojechałem na testy w terenie i po niecałych dwóch godzinach nadal było idealnie 🙂 . Już nie mogę się doczekać kolejnego startu aby sprawdzić nową pozycję w warunkach bojowych.

Podsumowując bikefitting

Za:

  • Optymalnie dobrana pozycja i złoty środek między aerodynamiką i komfortem
  • Profesjonalna ocena naszej mobilności i słabych punktów
  • Zmniejszenie ryzyka kontuzji, dzięki poprawnej pozycji
  • Większe poczucie kontroli i stabilności na rowerze

Przeciw:

  • Stosunkowo wysoka cena (w Warszawie od około 500 PLN w górę)
  • Proces zajmuje sporo czasu – około 4 godziny
  • Ciężko znaleźć dobry termin w środku sezonu startowego 🙂

Czy warto zainwestować swój czas i pieniądze w bikefitting? Z mojej perspektywy tak, na pewno czuje się bardziej komfortowo na rowerze czasowym, na pewno wiele się dowiedziałem podczas sesji, mam nadzieję, że może uniknąłem kontuzji w przyszłośći ;), a czy przełoży się to na wyniki – to się okaże wkrótce.

Bike Fitting dla amatora – czy warto? was last modified: July 2nd, 2017 by Andrzej

Udostępnij

Leave A Reply

Your email address will not be published.