Kiedy 30 października 2015 roku wysyłałem swoje zgłoszenie do losowania pakietu startowego na Maraton w Berlinie nie wierzyłem, że to się uda. Dopiero miesiąc wcześniej ukończyłem swój debiutancki Maraton w Warszawie, a poza tym w Berlinie zgłaszamy się do losowania, a chętnych jest zdecydowanie więcej niż dostępnych miejsc. A jednak… 25 września 2016 ukończyłem 43. BMW Berlin Marathon, pierwszy i mam nadzieję nie ostatni z serii World Marathon Majors. Ale po kolei…

Sama podróż do Berlina z Warszawy jest całkiem przyjemna, może poza wątpliwą przyjemność zatrzymywania się na bramkach na autostradzie co 15 minut, ale mija całkiem szybko. Po 5 godzinach razem z moim 2 -osobowym teamem kibiców już byliśmy w Berlinie.

Trochę się obawiałem kolejek po odbiór pakietu startowego, ale jak zawsze niemiecka organizacja nie zawiodła. Wydano w sumie ponad 40.000 pakietów, ja swój odebrałem dzień przed zawodami – w sobotę,  wczesnym popołudniem, czyli w godzinach szczytu, a jednak cały proces zajął mi 10 minut. Do tego ogromne expo i cała masa gadżetów związanych z zawodami, stoisk sportowych, odżywek itp. Co więcej Berlin szczyci się tym, że ma najszybszą trasę Maratonu na świecie, trasa jest tak szybka, że nad bezpieczeństwem zawodników czuwał prawdziwy Safety Car jak na zawodach F1.

Safty Car

Po odebraniu pakietu startowego szybki makaron na obiad i obowiązkowy odpoczynek. Na kolacje znowu makaron i spokojne 8 godzin snu. To dziwne, ale spało mi się dużo lepiej niż na co dzień, mimo stresu przedstartowego.

Mój plan minimum na niedzielę to poprawienie życiówki z Warszawy 2015 czyli 3:49, a plan maksimum to osiągnięcie 3:35. Wydawało mi się, że byłem dobrze przygotowany, treningi wykonane zgodnie z planem, sprzęt i jedzenie przetestowane i przygotowane, ale na Maratonie nigdy nic nie wiadomo.

Rano przed startem czułem się już trochę poddenerwowany, lekkie śniadanie – 3 tosty z dżemem i kawa po czym razem z moimi kibicami – Justyną i Marcinem wyruszyliśmy na start. Wszystko zapowiadało się idealnie – żadnych kłopotów żołądkowych, piękne słońce, idealna temperatura 15 stopni na starcie potem w trakcie biegu dochodząca do 21.

Na starcie znowu pozytywne zaskoczenie, mimo tak ogromnej ilości uczestników żadnych kolejek, żadnego tłoku w strefach startowych, wszystko zorganizowane idealnie. Bez najmniejszego problemu dotarłem do swojej strefy startowej i czekałem przed samym wejściem do niej, aby na ostatni moment przed startem oddać bluzę moim kibicom.

Start

Atmosfera w strefie była absolutnie wyjątkowa, prowadzący przedstawił faworytów wyścigu, grała energetyczna muzyka, zdecydowanie dało się wyczuć ogromne pokłady energii emanującej z zawodników stojących  na starcie. Wszyscy wyczekiwaliśmy w napięciu na wystrzał startera.

Punktualnie o 09:15 wystartowała elita i sukcesywnie przesuwały się do przodu kolejne fale. Minąłem linie startu około 13 minut później, co uważam za doskonały wynik jak na taką ilość zawodników. Tym samym mój Maraton w Berlinie właśnie się rozpoczął. Na początku ustaliłem sobie, że będę się trzymał tempa między 5:05 a 5:00 min/km, co powinno mnie doprowadzić do mety mniej więcej po założonych 3 godzinach i 30 minutach – oczywiście zakładając, że w drugiej części biegu może być ciężko utrzymać takie tempo i będę musiał trochę zwolnić. Osobiście nie jestem w stanie przebiec pierwszej części Maratonu wolniej, a w drugiej przyspieszyć, czyli realizować tak zwany negative split, chętnie poznałbym kogoś komu to się udało 🙂 .

Jak to zwykle bywa na zawodach na pierwszych kilometrach emocje i adrenalina niosą nas do przodu więc trzeba się hamować i konsekwentnie trzymać zaplanowanego tempa, jeśli tego nie zrobimy Maraton wystawi nam rachunek na 30 km 🙂 . Udało mi się powstrzymać emocje i cały czas trzymałem się tempa w okolicy 5:00 min/km.  Mimo perfekcyjnej organizacji i falowych startów, praktycznie do 20 kilometra biegłem w ogromnym tłumie, co było mocno irytujące. Praktycznie cały czas trzeba zwalniać, wyprzedać i omijać co bardzo wybija z rytmu, ale cóż taki urok jednego z największych Maratonów na świecie.

Schody zaczęły się standardowo od 30 kilometra, właściwie nie mogę powiedzieć, że bolało mnie coś konkretnego – bolał po prostu cały Maraton. Nogi miały dosyć klepania asfaltu, ale obiecałem sobie, że tym razem nie przestanę biec ani na chwilę. Na 32 kilometrze czekali Marcin z Justyną aby dodać mi trochę energii. Widząc swoich kibiców zrobiłem dobrą minę ukrywając narastające zmęczenie.

32 km

To był całkiem niezły sposób, bo tym samym udało mi się oszukać siebie i chociaż na chwilę zapomnieć o zmęczeniu. Ale tylko na chwilę 😉 . Od 35 kilometra moje tempo zaczęło spadać i teraz walczyłem już nie o utrzymanie 5:00 min/km a bardziej 5:30, nogi miały dosyć, plecy miały dosyć, ogólnie ja miałem dosyć. Na 37 kilometrze, albo coś koło tego, organizatorzy zaserwowali nam Redbulla zmieszanego z wodą 🙂 . Pamiętając moje przykre doświadczenia żołądkowe z Gdyni wolałem nie ryzykować takiej mieszanki, ale chyba spróbuje tego na treningu 🙂 to może być ciekawe połączenie.

Na 39 kilometrze było już ze mną naprawdę bardzo kiepsko, nogi odmawiały posłuszeństwa no i co gorsza głowa też nie dawała już rady. Musiałem przejść do chodu 🙁 . Obiecałem sobie, że będę szedł tylko 30 sekund i odliczałem dokładnie najkrótsze 30 sekund w życiu (wydawało mi się że mój spacer trwał nie dłużej niż 5 sekund). Na szczęście od 40 kilometra myśl o mecie pchała mnie do przodu, choć niestety w tempie około 5:45. Plan aby osiągnąć 3 godziny i 35 minut właśnie legł w gruzach. Metę przekroczyłem po 3 godzinach i 42 minutach, a więc o 7 minut szybciej niż w ubiegłym roku w Warszawie. Najważniejsze, że już nie musiałem biec, szczerze mówiąc nie bardzo miałem ochotę nawet chodzić, ale musiałem szybko wydostać się ze strefy finishera, aby spotkać się z moim kibicami.

Meta

Mimo, że nie udało mi się osiągnąć planu maksimum, udało się pokonać życiówkę z 2015 🙂 i były to dla mnie jedne z najlepszych zawodów w życiu, a na pewno najlepiej zorganizowane logistycznie. Takiej ilości kibiców jaka towarzyszyła nam na trasie nie widziałem jeszcze nigdzie, ewidentnie cały Berlin żyje tymi zawodami przez weekend.

Podsumowując zdecydowanie polecam Maraton w Berlinie każdemu maratończykowi. Jeżeli w ogóle można polecać Maraton 🙂 . Wspaniała atmosfera, super organizacja, szybka trasa i świetni kibice. To był mój pierwszy start w Maratonie serii World Marathon Majors (Berlin, Tokio, New York, Chicago, Boston, London) i zdecydowanie nie ostatni.

Berlin Maraton 2016 was last modified: October 2nd, 2016 by Andrzej

Udostępnij

2 comments on “Berlin Maraton 2016”

Leave A Reply

Your email address will not be published.